niedziela, 14 lutego 2010
IO 2010

Jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii skoków narciarskich. Trzykrotny medalista olimpijski, czterokrotny indywidualny mistrz świata, czterokrotny (w tym trzykrotny z rzędu) zdobywca Pucharu Świata, triumfator Turnieju Czterech Skoczni, trzykrotny zwycięzca Turnieju Nordyckiego, trzykrotny triumfator Letniego Grand Prix, zdobywca Pucharu KOP, dwudziestokrotny zimowy mistrz Polski, szesnastokrotny letni mistrz Polski, rekordzista Polski i były współrekordzista świata w długości skoku narciarskiego (225 m). Czterokrotnie wybierany najlepszym sportowcem Polski. Kawaler Krzyża Komandorskiego i Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

 

TAK TAK TAK ! Nasz orzeł znowu wielki, znowu imponuje dynamiką i odbiciem na progu, a przy tym spokojem i doświadczeniem. Miałem nadzieje na złoto, ale stopien na podium w te czy w te, czy to robi różnice? Adam Małysz to nasze narodowe dobro, pomnik mu sie należy za wszystkie zasługi. Czytając ostatnio wypowiedź pewnego "znanego i szanowanego" wojownika MMA, pukałem sie w czoło, jak on mógl powiedzieć o Panu Adamie że sie wypalił i skończył? Pudzian, przeproś, bo zostaniesz w kozie po lekcjach, chciałoby się rzec.

Szkoda Stocha, zepsuł drugi skok. Pan Heller dziś nie licho mnie rozbawił w trakcie rozmowy, właśnie z Kamilem.

"-gdzie upatruje Pan szanse na lepszy wynik, na skoczni normalnej czy na dużej?

-no teraz to już chyba na dużej."

wpadki się zdarzają każdemu :)

 

nie będe pisał o innych dyscyplinach bo szacunek dla Pana Adama mi nie pozwala.

 

 

w świetnym humorze mówie więc wszystkim dobranoc ;-)))

piątek, 12 lutego 2010
Five cloudy, wet, English days

Po remisie z Aston Villą, piłkarze Fergusona mają 5 dni wolnego. Aż 5, bo nie grają już w FA Cup. Biorąc pod uwage obecną sytuacje, ten okres może okazać się zbawienny.

Mecz z Milanem już we wtorek, gdyby grali w pucharze Anglii, mieliby 3 dni. Po spotkaniach z City, Arsenalem i The Villans zawodnicy muszą być zmęczeni (nie mówie o meczu z Portsmouth bo to był spacer). Podróż do Mediolanu też nie pozostanie bez znaczenia. Batalia ze słabym Milanem, jak zawsze rozgrzewa mnie do czerwoności, nie lubie włochów, nie lubie włoskich drużyn, nie lubie włoskiego stylu gry, nie lubie włoskiej pasywności, nie lubie Milanu. Ale pytanie sie rodzi w tym momencie, czy Milan rzeczywiście jest taki słaby? Brak Kaki dał sie we znaki. (poleciałem na wolnym<smiech> ). Niedawne spotkanie derbowe z Interem, pozwala spać spokojnie, podopieczni Leonardo nic nie pokazali, ale to tylko liga. W LM gra sie zupełnie inaczej, inna stawka, inny styl gry. Mecz grupowy z Realem pokazał że nawet jak gra sie nie klei, może zdarzyć się wszystko, a Pato może w pojedynke wygrać mecz. Właśnie zdałem sobie sprawe że ta notka będzie chaotyczna jak droga do Moskwy, ale to nic. Z drugiej (właściwie trzeciej juz) strony, mamy wspaniałego Rooneya, jest w życiowej formie, sam wygrywa mecze, idealnie sie rozwinął po odejściu CR-7, Nani nie zagra, a szkoda, bo tez złapał wiatr w żagle. Do bramki wrócil Van Der Sarr, nie sadze żeby to było jakieś wzmocnienie w aspekcie technicznym, Kuszczak bronił naprawde dobrze, ale jak twierdzą zawodnicy Edwin za plecami robi róznice psychologiczną. Pierwszy mecz gramy na wyjeździe, to zawsze stawia w lepszej sytuacji. Po napisaniu tego, jestem jakby spokojniejszy.

No nic, czekam do wtorku, mam nadzieje że to będzie wspaniałe widowisko, czego sobie i wam życze. Miłego weekendu ;-)

czwartek, 11 lutego 2010
monotonia

Milion lat nie było wpisu. Niejaki Wyimaginowany założeniem bloga mnie zmobilizował do napisania czegoś. pozdro !

 

Sesja zaliczona w pierwszym terminie. Z kilku egzaminów musiałem napisać dwa. Z histori Polski w XX wieku i Kierunków i Grup Literackich. Z kierunków przygody futurysty, pompka. Z histy był hardcore, ale jakimś cudem zaliczyłem. od dwóch tygodni siedze w domu (domu rodzinnym, innego nie mam, tamto na codzien to tylko "mieszkanie"). Straszna nuda, cóż można robić w 21 tysięcznym mieście podczas ferii zimowych? wstaje, komputer, ograne sobie sniadanie, komputer, odsnieze, komputer, wyjde z psem na spacer, komputer, czasem zrobie obiad, komputer, oglądam do 2 telewizje. Nie ma gdzie iść. Dwa puby, ileż można tam siedzieć? dwa kluby, te same twarze, te same schematy, monotonia. Jest niby lodowisko, z wypożyczeniem łyżew 10 zł, zniżek na legitymacje studenta nie ma, troche za dużo żeby iść codziennie pojeździć. Skatepark zaśnieżony, kolesie od desek coś tam działali z łopatami, ale marne efekty, a samemu latać i odśnieżać żeby troche pojeździć? z lenistwa mówie nie. Tak sie zastanawiam po cichu czy wróce tu jak skończe studia, wiele mnie tu trzyma, kilka ważnych osób, kilka ważnych miejsc i najważniejszy czynnik, mój pies . Nie wiem czy wróce, narazie chce niedziele, pożegnać mame, pościelić łóżko, wsiąść do pociągu.

poniedziałek, 14 września 2009
war

Tydzień maksymalnie wypełniony był ważnymi wydarzeniami, ale zamiast siedzieć na kompie i pisać, wole np. oglądać to w TV, wychodzić z przyjaciółmi czy jeździć na rowerze, jeszcze mam wakacje, jeszcze z nich korzystam.

 

Niewątpliwie największym wydarzeniem jest Mistrzostwo Europy Polskich siatkarzy. Ewenement, coś co się nigdy nie zdarzyło. Wreszcie naprzeciw siebie nie mieliśmy wielkiego Związku Radzieckiego, czy nawet Rosji. Nieujmując kunsztu naszym reprezentantom, napisze że w turnieju mieli bardzo dużo szczęścia. Nie grali z Ruskami, z którymi zawsze jest nam baaaaaardzo ciężko, tie break z nienajlepszą Hiszpanią (Mistrzowie Europy ale bez formy) czy wreszcie losowanie grup w którym także mieliśmy fart. Wszystkie spotkania wygrane, marzenia stały się rzeczywistością, ta 14stka dała Polakom ogrom radości i po prostu sprawiła że ich życie, nawet z perspektywy telewizora stało się lepsze.

 

Koszykarze. Tu jest trochę dziwnie. Po pierwszych dwóch meczach, nastroje były iście bojowe, każdy się tym jarał. Pomijając ostatnia kwartę z Litwą, Gortat i spółka grali naprawde bardzo dobrze, a Nigerski wyrastał na odkrycie turnieju. Porażka z Turkami, u których o dziwo pierwszych skrzypiec nie grał mój ulubieniec Hedo, trochę podcięła skrzydła i zredukowała nadzieje związane z Polską kadrą. Kolejna porażka z Serbią, mecz spokojnie do wygrania, małe głupie błędy, typu bezsensowne faule czy brak zbierającego w ataku, przegraliśmy. Nastroje zdecydowanie opadły, pół Polski już ich skreśliło, ja wierze, zawsze wierze.

 

O piłkarzach wszystko zostało powiedziane. Pozostaje kwestia kto zastąpi Leo. PZPN uparł się na trenera z Polski. Ale kto ? Engel? –Skończył się po MŚ2002, później próbował w Wiśle ale zdecydowanie lepiej wychodzi mu mazanie mazakiem po tablicy w studiu TVP. Janas?-W Bełchatowie, mimo że dysponował sporymi talentami (np. Nowak, Garguła) też furory nie zrobił, oni są już wyeksploatowani (co za słowo ;-)) i z kadrą już dawno skończyli. Majewski?-całe życie tuła się po polskich ligowcach, nic z tego nie wynika, no może poza 3 miejscem Cracovii, kiedyś tam. Tarasewicz? –on dużo gada, a Śląsk jak stał tak stoi. Brak doświadczenia na arenie międzynarodowej i on ma prowadzić kadrę? Wolne żarty. I tu pojawia się ostatni, najpoważniejszy kandydat, Smuda. Wszyscy chcą go tam widzieć, wszyscy mówia, że jest wielki, ale po kolei. W Lechu nie zdobył nawet Mistrzostwa Polski. Ugrał 1/16 Pucharu UEFA ale co z tego? Lech tylko się wzbogacił o premie i na tym koniec. Z takimi piłkarzami jak Stilić, Lewandowski czy Arboleda, powinien teraz grać w fazie grupowej LM, ale mistrza nie było, nie było eliminacji, nie ma teraz nic. Ma doświadczenie w Europie to chyba jedyny plus jaki dostrzegam.

Gdybym miał się postawić w roli Laty, myślałbym, tylko nad trenerm z zagranicy. I założyłbym ofertę… Avramowi Grantowi. Tak, właśnie temu, gburowatemu, małomównemu, nie medialnemu trenerowi. Mówią że Izraelczyk całe życie żył w cieniu kogoś innego. To prawda. Ale był Murinho, sprowadził gwiazdy, zdobył dwa mistrzostwa ligi, potem cos stanęło, w Europie tylko półfinały. Odszedł, jego miejsce tymczasowo zajął Grant i co? Finał LM przegrany dopiero w karnych! Nie wierze też głosom jakoby on tylko wybierał skład i mówił „grajcie jak chcecie” bez żadnych założeń taktycznych. Na takim szczeblu i w takiej drużynie jak Chelsea to po prostu niemożliwe. W wywiadach po zwolnieniu z Londynu, Izraelczyk mówił że gdyby narodziła się możliwość bardzo i chętnie objąłby posadę selekcjonera kadry Polski. Pochodzi spod Mławy, 30 km od mojej miejscowości, jest żydem, emocjonalnie bardzo związany z przodkami więc to byłoby coś więcej niż trenowanie jakiejś tam reprezentacji. No to tyle, mogę marzyć o Grancie w Polsce, a i tak wybiorą Polaka.

 

U.S Open, o Polakach szkoda gadać. Kobiecy turniej to popis powracając Clijsters, gdy grała zawsze na drodze stawał jej rodaczka Henin, teraz gdy wróciła gromi wszystkie aż miło. Dziś finał facetów, Faworyt jest jeden. Co z tego że Del Potro pokonał Nadala? Roger rozprawił się z Hewittem i Djokovicem. Na koniec zagranie które było głównym powodem do napisania czegoś o tenisie ]:-> jaram się nim w 110%. No to ide wykapać i pośmigac na bmxie. Siema ;-)

.

niedziela, 06 września 2009
Cup of tea in the evening.

Wczoraj i dziś byłem świadkiem dwóch „wydarzeń” muzycznych. Teraz mogę je skomentować oczami zwykłego młodego chłopaka z małego miasteczka. 

Mam kolegę, który jara się muzyka klasyczną, skończył szkołę muzyczną 1szego stopnia, teraz zaczął naukę w szkole 2go stopnia. Gra na klawiszach, piano najczęściej. Powiedział mi że w naszym Miejskim Domu Kultury jest koncert muzyki klasycznej. Dodał też, że jest za darmo, co przyznając się bez bicia było głównym argumentem „za”. Zebraliśmy się paczką pod jego domem, on wystrojony w koszule, sweterek, ja w skejtowych butach i bluzie, trochę krzywo na mnie spojrzał ale poszliśmy. Weszliśmy na sale, do koncertu zostało jakieś 10 minut. Liczba ludzi przeszła moje najśmielsze oczekiwania, tłumy. W większości starsi ludzie, prawnicy, lekarze, emeryci. Wszyscy ubrani jak do kościoła. Żadnych znajomych, tylko moja ekipa wyglądała poniżej 20 lat, egzotyka. Trochę sceptycznie nastawiony zapytałem kolegę czy będzie przerwa, tak żeby opuścić koncert, jak nie będzie mi się podobało, powiedział że raczej tak. Przed całym eventem jakaś pani przedstawiała historię dyrygenta, gdzie on nie był, gdzie on nie grał, z kim się nie zna. Nudy. Po tym muzycy weszli na sale, usadowili się na scenie, nastroilii i zaczęło się. Zagrali Poloneza skomponowanego przez Wojciecha Kilara, tego do filmu „Pan Tadeusz” (co rok przy tej muzyce licealiści zamiatają na 100dniówkach). Miłe rozczarowanie, coś pięknego. Wszystko, równo, bezbłędnie, każdy wiedział co i gdzie ma grać. Pomyślałem muzyka klasyczna jest spoko. Dalej zagrali cos trzy częściowego. Nie pamiętam tytułu całości, ale pierwsza cześć nazywała się "Poranek", druga „Taniec >kogoś tam<”, trzecia „W grocie króla gór”. W jednej z części solówkę grał dyrektor szkoły muzycznej z mojego miasta, wypadł imponująco. Ostatnim utworem była melodia z jakiegoś musicalu, tytułu nie pamiętam, ale był wystawiony ponad 700 razy na Brodway'u (śmiech). Potem przemowa burmistrza, wręczenie kwiatów dyrygentowi, Bis i do domu. Super koncert, muzyka klasyczna spoko, cała nasza ekipa była pod wrażeniem a kumpel od piania triumfował. Polecam takie eventy.


Dziś był jakiś festyn parafialny w kościele. Popołudniu poszedłem z kolegą na piwsko, strasznie zimno było, ja i tak ostro przeziębiony, chciałem wracać do domu, ale on ciągnął mnie na ten festyn, ok., zgodziłem się. Grał lokalny zespół. Gwiazdy takie lokalne. Wygrali ostatnio konkurs imienia Ciechowskiego czy coś, ale mi ich muzyka nigdy nie podchodziła. Niby to reggae, ale jakieś dziwne, z ukrytymi przesłaniami, tekstami o Bogu, nie dla mnie. Straszliwy wiatr, pochmurna pogoda, sprawiły że mało ludzi przyszło. Jakaś loteria fantowa była i ludzi bardziej interesowali się nią niż koncertem. Nikt się nie bawił pod scena, wszyscy jacyś tacy obojętni. Zespół skończył, z tego co widziałem mało kto to zauważył w ogóle. Zwinąłem się do domu bo nie mogłem już wytrzymać tego zimna. Głownie ze względu na fatalna pogodę ten koncert był tak mało wyrazisty. Ale myślę, że artyści dostosowali poziom widowiska do panującej aury.


Jak widać nawet w małym miasteczku każdy może się trochę „odchamić” i posmakować kultury. Gdyby ktoś dał mi wybór „Koncert muzyki klasycznej vs koncert reggae” na sto procent wybrałbym drugą opcję. Zrobiłbym błąd bo zamiast świetnego widowiska zmarzłbym i nie wyniósł kompletnie nic. Brak odpowiedniej formy i słaba akcja reklamowa (tu dla przykładu: kilka plakatów w mało widocznych miejscach przegrało z reklamą z ambony) sprawiają że ludzie nadal nie wiedzą czego szukają i błądzą.  

O sporcie będzie w tygodniu bo dzieje się dużo.

Siema! ;-)



sobota, 05 września 2009
One fucking one.

Remis, kiedyś krązyła legenda o zwycięskim remisie na Wembley, od dziś będzie krążyć o przegranym na Śląskim. Jest mi smutno okrutnie. Po raz kolejny zabraknie nas na światowym czempionacie, nie będzie się kim jarać. Będę się jarał Anglikami i Holendrami, małymi krajami ze świetnymi piłkarzami. Co by było gdyby Roger w 1połowie zagrał tak jak w drugiej? Wasyl nie doznał strasznej kontuzjii? Obrońcy nie zaspali? Kuba był w normalnej formie? Atomowy strzał Rogera znalazł droge do bramki? Lewandowski szybciej pojawił się na boisku? Bezpodstawne pytania, wiem. Łzy napłyneły do oczu.

sobota, 29 sierpnia 2009
Sobotni kapeć w mordzie.

Znalazłem czas by coś naskrobać, już połowa sukcesu. Karuzela transferowa, która potrwa jeszcze tylko 3 dni, nabrała szalonego tempa. Mówi się o transferach znaczących zawodników polskiej piłki. Lewadowski do Herty, Smolarek do Norymbergii, Wasyl do Hull, ciekawie, ciekawie. Najbardziej liczę na tego ostatniego, Premiership jest dla niego stworzona, dosłownie. Tam ofensywni obrońcy pełnią ważne role w zespole, (Evra, Terry czy swego czasu Hyypia). Przechodź Wasal, bo jesteś moim ulubionym Polskim obrońcą! ;-) . W Lechu krążą plotki o totalnej wyprzedaży, wspomniany Lewandowski, Rengifo, Arboleda, Stillic, oni mogą liczyć na angaż w silnej europejskiej lidze, szkoda że wśród nich jest tylko jeden Polak, no ale nie ma co płakać. Jest jeszcze Peszko, nieco niedoceniany, ale poczynił ogromne postępy przez wakacyjną przerwę. Mimo tego zamieszania myślę że odejdzie tylko jeden z nich. Jeśli stanie się inaczej to będzie szalenie nielogiczne. 

Dziś, w późnych godzinach popołudniowych nawet gdy na dworze będzie świeciło słonko, a liście będą lekko podrygiwały w rytm wiatru, raczej zostanę w domu. 

ManU-Arsenal (1:0)
Milan-Inter (0:2)
Bayern-Wolfsburg (1:1)
Real-Deportivo (2:0)
Czy nawet Eintracht-Borussia (3:1)

W nawiasie moje typy. Wszystko warto oglądać! Jest jeszcze żużel, który polubiłem. W nocy odbędzie się gala MMA. Jedną z gwiazd (ściągniętą w zastępstwie, ale zawsze) jest Krzysztof Soczyński. Od wielu lat mieszka w Kanadzie i tam szlifuje swoje techniki. Występ na tej gali to wielkie wyróżnienie dla Polaka, każdy wojownik MMA chciałby się tam znaleźć. Jak znajdę gdzieś w TV ten show to oczywiście obejrzę, bo jaram się tym w stu procentach.

No to tyle, lecę dalej leczyć kaca, a później na skatepark pośmigać na rowerze ;] Siema.

 

.

piątek, 21 sierpnia 2009
Krótko.

Kobieta musi być damą na salonach, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni.

 

dobranoc.

niedziela, 16 sierpnia 2009
Bolt > Reszta świata


9.58 sekundy, tyle wynosi nowy rekord na 100 metrów. Ustanowiony dziś w Berlinie przez Usiana Bolta z Jamajki. Tu pada pytanie. Gdzie znajduje się absolutna granic ludzkich możliwości, jakie obciążenia wytrzymają kości sprintera i jak szybko mogą pracować mięśnie takiego sportowca. Pytania na dziś bez odpowiedzi, Pamiętam jak jarałem się Powellem gdy biegał 9.77 a dziś przy Bolcie to mały pikuś. Drugi Tyson Gay z USA (gej z juesej, śmiesznie to brzmi mimo wszystko) z czasem 9.71, trzeci Powell -9.84. Wczoraj mieliśmy srebro Majewskiego, mam po tym występnie ogromny niedosyt, on musi pobić rekord świata, muuusi! bo jak nie on to kto? Dziś jeszcze miła niespodzianka, brąz Polki w siedmioboju. Nawet nie wiem jakie konkurencje wchodzą w skład tej dyscypliny i nie znam nazwiska naszej rodaczki, jednak mimo wszystko warto to odnotować. 

United statycznie. 1:0 z beniaminkiem, gol dość fartowny, Rooney bardzo rzadko strzela bramki z takiej odległości i w takim stylu, no ale ktoś Ronaldo zastąpić musi ;-) Falstart L’poolu. Przegrana ze słabym w tamtym sezonie Tottenhamem raczej słabo rokuje tezie „zdobędziemy mistrza”, tak mocno forsowanej przez Beniteza. Wygrał LM, ma jedną z najlepszych jedenastek, ma w klubie wspaniałych skautów, brakuje tego „czegoś” może stabilizacji formy? może zimnej krwi w kluczowych momentach? Pierwszy mecz w plecy, sezon otwarty, czekamy co przyniesie nam następny tydzień!

Wspomniana wczoraj Herta BSC przegrała z beniaminkiem z Monchengladbach 1:2. Polacy słabiutko. Zarówno Piszczek jak i Wichniarek grali od początku (obaj do 68 minuty) lecz nic szczególnego z ich udziałem nie zostało w mojej pamięci.

Na krajowym podwórku Lech sensacyjnie przegrał u siebie z Polonią Wwa. 2:4 więcej na dziś nie mogę napisać bo nie widziałem tego meczu, ale nie omieszkam zobaczyć jutro powtórki.

Na dole Mr. Bolt

.

 

 

Początki sezonu-gdy ładna pogoda nie zachęca do spacerów.

Dziś o Europie. Ruszyła moja ulubiona liga, Premiership. Ukochany United gra co prawda jutro, ale tydzień temu już miałem przedsmak, potyczka z Chelsea o Tarcze Wspólnoty. Mecz toczony w szybkim tempie, wiele okazji, wiele szybkich składnych akcji, dużo gry z kontry, ogólnie zespoły stworzyły świetne widowisko. Antybohaterem Ballack, uderzenie z łokcia, rozumiem każdego może ponieść, kartka za to i po sprawie, ale Chelsea zdobyła po tym, bramkę, ale zaraz jak tu się bronić trzema obrońcami? Wynik sprawiedliwy 2:2 (gol Roo z minimalnego spalonego) w karnych fatalna postawa Zjednoczonych, szczególnie Evra dał ciała. Młody Foster nie ma formy, czekam jutro na Tomka w bramce ;-) Wracając do dzisiejszych wydarzeń. Chelsea fartownie, gol Drogby w ostatniej minucie, posiadali inicjatywę, ale nieskuteczność nie skuteczność brak wykończenia dały o sobie znać. Wynik sprawiedliwy mimo tej 90 minuty. Arsenal 6-1 Everton, tu wszystko jasne, festiwal strzelecki na Emirates, Fabregas w fenomenalnej formie, gol w debiucie Vermalen’a, cieszy też że Eduardo strzela, pokazuje że zawsze można wrócic do sportu, bez względu na wszystko. „Wielki” ManCity też do przodu, 2:0 mnie nie przekonuje, bo Blackburn w minionym sezonie było naprawdę słabe. Adebayor debiut, bramka, czy to zapowiada powrót do formy sprzed 2 lat? Sporą niespodzianką jest zwycięstwo na Villa Park ekipy z Wigan. Villans w poprzednim sezonie aspirowali do przerwania hegemonii wielkiej czwórki a teraz taka wpadka. Mam nadzieje że to wypadek przy pracy, bo lubię tą drużynę. Polacy? Fabiański kontuzjowany (zapewne i tak by nie grał, jego miejsce na ławce zajął Włoch Vito Mannoe, nie wiem co z Wojtkiem Szczęsnym, ale przeczuwam że także jest kontuzjowany). Kuszczak, jak już wspomniałem ma swój mecz jutro, w drugiej lidze do 58 minuty grał Majewski a jego Nottingham przegrało 0:1. 

Za naszą zachodnia granicą rozegrano już drugą kolejkę. Już drugi remis Bayernu, fatalny początek. Wygrana Wolfsburga na wyjeździe z Koln, Podolski ukarany żółtkiem, mecz nieszczególny i znów trafienie niesamowitego Edina Dzeko. Borussia zbita na kwaśne jabłko, Błaszczykowski zaliczył ładna asystę ale na nic się to zdało. Ogólnie dobry mecz Kuby. Dość ładny początek Eintrachtu, skazywani na pożarcie w dwóch meczach wywalczyli 4 pkt z wyżej notowanymi rywalami, chyba to oni będę dorocznym „czarnym koniem Bundesligii” (2007/2008 –Karlsruhe, 2008/2009- Hoffenheim). O Polakach na razie nie słychać, Wichniarek i Piszczek grają jutro. 

We Francji wymęczone zwycięstwo Bordeaux, mistrzowie mają kłopoty w tym roku, ciekawe tylko czy to przejściowe. Lyon skromnie 1:0 do przodu, mimo to myślę że odzyskają mistrza. Auxerre przegrało 0:2 z Lens, Polacy nie grali.  

Cieszy dobra forma siatkarzy, w końcu jedziemy na mudnial! Bez kluczowych 3 zawodników potrafią wygrywać, więc powodów do dalszych zmartwień nie widzę.

Basket słabo, Gortat kontuzjowany i ten fakt raczej pociąga na dno całą drużyne. Wysoka porażka z Izraelem. Oby nie był to poważny uraz, bo z „Polskimi” mistrzostwami wiąże ogromne nadzieje. Ostatnio nawet sam zacząłem w to grać, chociaż kiedyś nienawidziłem basketu ;-] .

Wielki sukces Golloba. Po raz 15sty stanął na najwyższym stopniu podium w cyklu GP. Strata do Crumpa zmalała do „zaledwie” 35 pkt. Zawsze wierze w Polaków więc mówię prosto : DA RADE.

No i wieści o rodzimej drużynie. Po nieciekawym meczu mój Strat Działdowo zremisował z Sokołem Sokółką 1:1. Piękna bramka naszego pomocnika. Wolny z 35 metrów w samo okienko, tego jeszcze nie widziałem. Szkoda tych straconych w głupi sposób punktów i czerwonej kartki. Obrońca wszedł w 80 minucie, i do końca spotkania zdążył zebrać dwa żółtka. Trochę za duża agresja, ale liczy się poświęcenie ;-)) 



 
1 , 2